W 1991 roku na wsi stała klacz. Była to duża, kara, ślązka klacz. Należała do gospodarzy i była używana do robót w polu. Bardzo jej to życie nie odpowiadało. Jej marzeniem było zostać koniem sportowym, chodzić do rekreacji, skakać przez przeszkody... Marzyła o imieniu innym niż poprostu "Kara". Kochała dzieci. Czasem, kiedy tylko nadażyła się okazja to nosiła je na własnym grzbiecie... Kara była zaźrebiona i urodziła pięknego karego ogierka, którego nazwała Galop. Imię to zawdzięczał energii, która ciągle w nim była... Kochał łąki i kwiaty. Kiedy miał ponad 1,5 roku Kara padła na padła na kolkę. Galop przeżył to bardzo cięzko... Był osowiały mmimo, że nadal rozpierała go energia... Ludzie zaniedbywali go i zaczeli używać do robót. On zupełnie się do tego nie nadawał. Pewnej nocy urwał hak, za który przywiązano go do ściany, a następnie kopniakiem otworzył swoją oborę i przez otwratą bramę uciekł na łąkę. Był przerażony, bo zaczął gonić go pies, ale jednoczenie usadyswakcjionowany i dumny z tego co zrobił. Zaplątał się w łancuch, który dyndła na końcu jego rozprutego kantara... Mimo wszstko był bardzo pdważnym i szybkim koniem, więc zgubił psa w tyle. CDN... Nowe opowiadanie powstało dnia:2003-06-14 i godziny: 19:44:23skomentuj (9)